Po miesiącach błędów i wypaczeń 😉 czas na powrót do regularnych treningów. I tym razem znów zdecydowałem się na Garmin Coach, który przygotował mi siedemnastotygodniowy plan oparty na pomiarze mocy, który wygląda mniej więcej tak:

Pięć dni treningowych, dwa dni odpoczynku, jedna long ride w soboty. W razie jakichś trudności, treningi można przestawić — jak w życiu. 😉
Plan tworzony jest na bieżąco i uwzględnia zmęczenie, jakość snu, ewentualne symptomy mogące świadczyć o chorobie (obniżone HRV) i takie tam.
Dwa dni za mną i o ile wczorajszy trening (1:10:00 – Base) przebiegł bez problemów, tak dzisiejsze (53 min – sprinty) już dało trochę w kość i czuć było zapach palonej gumy (sic!). Musiałem trochę odpuścić, bo szkoda opony. Zobaczymy ja to pójdzie w tym roku. Jak się uda to może wrócę jakoś na szosowe wyścigi?
