Jeśli ktoś czyta moje wpisy w kapsułe (na kapsule?) gemini (😆) to wie, że wtorek nie obfitował w jakieś szczególne atrakcje, więc pozwolę sobie zrobić Ctrl-a, Ctrl-c, Ctrl-v (albo jak ktoś woli ⌘-a, ⌘-c, ⌘-p)
Na śniadanie zjadłem sobie ciemne pieczywo w serem. Jejku! Ależ pyszny chleb! Jak graham dawno temu.
Ale wracając do spraw ciekawszych.
Dziś raczej dzień bez szczególnych atrakcji.
Chociaż… była jedna.
Wielka kłótnia dwóch par żebrzących na Souk El Had. Oj! Ale się wyzywali. Aż policjant przybiegł.
(a ja mam filmik, rzecz jasna)
A poza tym na Souk:
- więcej stoisk
- mniej turystów
- więcej stoisk z pachnącym żarełkiem
Zrobiliśmy drobne zakupy/prezenty, wypiliśmy sok z trzciny cukrowej, limonki i imbiru.
Sprawdziłem ile kosztuje srebrny sygnet z czaszką (około 890 dirhamów).
Na stoisku z książkami znalazłem „ciekawą” pozycję (ciekawe, czy ktoś wyłapie 🤔). Zdjęcie zrobione okularami. Uprzedzam, że nie jest to żadne promowanie czy inne takie!

Później poszliśmy na grillowane sardynki do SCAD Fish, ale okazało się, że za późno. Zjedliśmy w lokalu obok1 mix:
- kalmary
- krewetki
- rybki przeróżne
- sałatka z pomidorami
- pieczywo
- 2x pieczywo (chlebopitobułka)

Całość za 50 dirhamów (20 zł)
Później dalszy ciąg spaceru po nieturystycznych dzielnicach Agadiru. W tym zajefajny park Jardin Ibn Zaidoun.
W parku opisana każda roślina, woliera z informacją o wymiarach, fontanna ze szczegółami o wysokości strumienia wody, przepływie wody itp.
Jedno z wejść do parku znajduje się przy Av. Président Kennedy.
Stamtąd poszliśmy na drobne zakupy w centrum UniPrix i spacerem do deptaku przy plaży. I do hotelu.
Łącznie 15.5 km.
- ponieważ była toaleta 😉 ↩︎
