Jest rzeczą oczywistą, że gdybym tylko chciał, to mógłbym być całkiem offline i mógłbym obyć się bez dostępu do Internetu. Gdybym tylko chciał. 🫣😎
Ale po co się męczyć?
Tym razem zdecydowałem się na eSIM od Holafly i to był strzał w dziesiątkę.
Wyklikałem sobie nielimitowany dostęp do Internetu od 19 grudnia do 26 grudnia (na cały czas pobytu w Egipcie). Zapłaciłem za tę przyjemność 154 zł.

Po małym zamieszaniu związanym ze sposobem płatności i rejestracji (anonimizacja by Apple ;-)) dostałem mailem, oraz na WhatsAppie, kod QR do zeskanowania oraz instrukcję instalacji eSIMa.
Klik i gotowe.
Po wylądowaniu w Egipcie, w autobusie przełączyłem kartę, aktywowałem dostęp do sieci i już po chwili zgłosił mi się OrangeEgypt, ja miałem sieć i oczywiście działający hotspot (uwaga! są limity w udostępnianiu).
Nie miałem problemów z przesyłaniem zdjęć i filmów, zdjęcia częściowo synchronizowały się z chmurą.
A skąd wiem, że są limity? Bo pobrałem jakieś filmy w aplikacji Prime Video na tablecie i po osiągnięciu jakichś 8 GiB udostępnianie się skończyło. Dostęp miałem tylko ja na telefonie.
W Szarrn zasięg był praktycznie cały czas 5G. Podczas wycieczki na Górę Synaj, w górach zasięg całkiem zniknął a podczas jazdy busem przez pewien czas był dostępny tylko EDGE lub 3G/LTE.
Żona kupiła na miejscu, w salonie Vodafone w pobliżu hotelu, kartę z pakietem 25 GiB, które skończyły się dwa dni przed powrotem. Zaintrygowana, po przebrnięciu przez proces logowania na stronie w języku arabskim, przełączeniu na angielski, okazało się, że zużyła 14 z dostępnych 14 GiB. Zirytowana poszła do salonu opierdzielić i… po chwili dostała nową kartę za free.
Tak, czy inaczej — uważam, że Holafly to ciekawa opcja na wyjazdy poza UE.
Tekst w żaden sposób nie jest sponsorowany. Można to potraktować jako dobrą radę. 🙂
