Jedną z zaplanowanych na ten wyjazd wycieczek była wycieczka na Górę Synaj.
Wycieczka ogarnięta dzięki stronie:
A konkretnie z tej oferty:
Praktycznie całość ogarnięta już w PL, przed wyjazdem.
Wycieczki organizowane są w środy, piątki i niedziele, więc wybraliśmy środę, 24 grudnia. Prawda, że ciekawy termin?
Tuż przed wyjazdem córka się pochorowała. Nie, nie klątwa faraona. Już w trakcie lotu do Szarm narzekała na zdrowie, ale jakoś się uspokoiło, aby powrócić w Wigilię. Jest dorosła, nafaszerowała się lekami, stwierdziła, że da radę, zacisnęła zęby, więc ruszyliśmy.
Wyjazd z Szarm około godziny 20:30, po drodze zbieranie ludzi z innych hoteli i jazda!
Na parkingu przy Klasztorze św. Katarzyny byliśmy około godziny 01:00 25 grudnia.
Na miejscu przewodnik ogarnął nam znajomego, lokalnego Beduina, bez którego wejście na szczyt jest niemożliwe. Koszt to $30, które pokrył organizator wycieczki.
Nad obecnością lokalnego przewodnika w grupie czuwa lokalna policja. Przed wejściem kontrolują także bagaże.
Po krótkiej chwili ruszyliśmy z kopyta. 6 kilometrów przed nami.
Wolno, krok za krokiem wspinaliśmy się do góry — mniej więcej z poziomu 1525 metrów n.p.m. na szczyt, to jest 2283 metry n.p.m..

Sam klasztor prezentował się okazale.


Niestety, córka czuła się nie najlepiej i konieczne było ogarnięcie Camel Taxi na górę (koszt to $25).

Warto mieć ze sobą latarkę a najlepiej czołówkę. Miałem ze sobą taką specjalną pod astrofotografię — ze światłem czerwonym — i sprawdziła się idealnie.
Warto sobie było świecić pod nogi, bo droga obfitowała w końcowy produkt przemiany materii generowany przez wielbłądy.
Krok po kroku byliśmy coraz wyżej. Niebo było częściowo zachmurzone, ale trafiały się dziury w chmurach,

Powoli było też widać, że wschód Słońca coraz bliżej.

Gdy skończyła się tzw. wielbłądzia droga, zaczęły się schody. Dosłownie — 750 kamiennych stopni do pokonania. Tutaj już nie ma wielbłądów — trzeba iść samodzielnie. Ten odcinek to około kilometr i osoby ze słabszą kondycją, starsze, otyłe miały duży problem. No i było coraz zimniej.
Na całej trasie rozmieszczone były sklepiki z napojami (ciepłymi i zimnymi) oraz przekąskami. Na miejscu, świeżo wypiekane placki a la pita i ser (feta? kozi?).
Tuż przed samym szczytem, ostatni punkt spożywczo-odpoczynkowy, z którego można już podziwiać wschód Słońca, to miejsce gdzie można napić się wzmocnionej herbaty/kawy. I nie mam tu na myśli alkoholu. Osoby, które doznały tego objawienia nagle odzyskiwały zdrowie i siły. Jednak naturalne zioła czynią cuda. 🫣🌿
Ja wybrałem się na sam szczyt i siedząc przez godzinę w pierwszym rzędzie czekałem i miałem nadzieję, że chmury się rozejdą. Niestety. W tym roku chmurmy mnie prześladują. Na szczycie byłem o 5:29 a wschód Słońca w tym dniu był o 6:34 — godzina czekania.




Schodzenie z góry było trochę męczące, bo szło się z tłumem…

… ale widoki robiły wrażenie.





Nie mogło, co oczywiste, zabraknąć przywleczonej z PL choinki. 😉

Około godziny 09:00 byliśmy już na terenie Klasztoru św. Katarzyny


Gdzie można zobaczyć biblijny krzew gorejący.

Później powrót do Szarm. Ok godziny 13:30 byliśmy z powrotem w hotelu. Wycieczka trwała 17 godzin z czego prawie 9h to wspinaczka, oczekiwanie na wschód Słońcai zejście z góry.
W powyższym wpisie wykorzystałem głównie zdjęcia wykonane sprytnym telefonem. Wpis zawiera linki niesponsorowane.

2 thoughts on “Egipt 2025 — Góra Synaj”